Showing posts with label Jezus. Show all posts
Showing posts with label Jezus. Show all posts

Wednesday, 12 December 2012

Nawet w zimną, grudniową noc(PL)


Za nami druga niedziela Adwentu. Postarajmy się przygotować nasze serca na narodzenie w nich Jezusa, pamiętając, że najpiękniej będzie Dzieciątku, gdy w miejscu swego przebywania zastanie autentyczną radość, czystość płynącą z aktywnego pragnienia świętości oraz szacunek dla Tej, która dała Mu życie.

Możemy i powinniśmy prosić Matkę Bożą o to, by zadbała o rozwój Jezusowej Miłości w nas: Ona pierwsza wiedziała, jak troszczyć się o Jezuska; Tego, który swą  obecnością potrafił rozświetlić i ogrzać wnętrza ludzi i aniołów i czyni to po dziś dzień - nawet w zimną, grudniową noc.

Matko Boża z Guadelupe, wstawiaj się za nami!


--
Tomasz, Racibórz +

Monday, 30 July 2012

Ideał (PL)


Gdy św. Faustyna otrzymała wizje Chrystusa Miłosiernego, próbowała -- wg powierzonych instrukcji -- pozostawić ludziom
Jego wizerunek. Ani jednak Jej własnoręczne próby czynione w tym zakresie, ani nawet te, które po Niej podejmowali profesjonalni malarze, nie były w stanie oddać piękna Boga.

Czasem martwimy się, iż daleko nam do doskonałości -- bolejemy, iż nasza dusza nie jest idealna.

Tak --  wszyscy jesteśmy grzesznikami, niedoskonale próbującymi ożywić Jezusa w Naszych sercach: możemy być przy tym pewni, że ani nasza grzeszna natura,
ani niedostatki ludzkich artystów, nie umniejszają prawdziwie doskonałego istnienia Pana Miłosierdzia.

--
Tomasz, Racibórz +

Monday, 5 March 2012

Oddać Mu serce - On nie chce więcej(PL)


Zagrała we mnie ostatnio piękna pieśń Jacka Kaczmarskiego pt. "O krok". Wydaje mi się, że jej przesłanie może być aktualne szczególnie teraz - w Wielkim Poście...Jakże często - o krok od zaufania Bogu - zatrzymujemy się;
nie chcemy żyć w zgodzie z tym, do czego powołał nas, nim zabiło nasze serce. Nie umiemy nie tylko "stać się sobą" dla Niego, ale nawet myśleć o możliwości rozliczenia się z dotychczasowym stylem bycia, które nie zawsze przypomina życie.

Zamiast tego staramy się modelować to "własne" bycie, planować wszystko za Pana, by stworzyć "coś" dla siebie - zawsze dużo Bogu mówiąc, niewiele słuchajac i słysząc.

Odwracamy relacje, zapominając, Kto jest Dawcą.

Tymczasem tylko Jezus może dać więcej niż pragniemy: On zna nasze przeznaczenie w kontekście całego świata i wszystkich ludzi - nie tylko tych, których do tej pory poznaliśmy i to nie zawsze z dobrej strony.

Dlaczego więc nie spróbować, jeszcze mocniej i we współpracy z łaską, żyć prawdziwie i to nie tylko dla siebie - składając wszystkie plany,marzenia i obawy już nie w swoim, a w Jego Sercu...
On tylko o to nas prosi - nawet jeśli istnieją łatwiejsze postanowienia i wyrzeczenia wielkopostne.

Jest to, mimo wszystko, możliwe i potrzebne - Jezus pierwszy potwierdził, że tylko ten, kto złoży całą nadzieję w Bogu, może cieszyć się radością Niedzieli Wielkanocnej.
--
Tomasz, Racibórz

Tuesday, 2 August 2011

Na łodzi(PL)



Dziś po Sakramencie Pojednania po raz kolejny przyjrzałem się dobrze znanemu obrazowi.
Jezus dał mi tyle dobrego: wodę i Krew ze swego boku, doświadczenia ogrodu oliwnego, swe własne Ciało,życie i zaufanie...Że to wszystko nie będzie na marne.

Ja zaś- często niedługo po nakarmieniu Chlebem- oddaję mu nieobmyty grzech, lęk przed cierpieniem, brak żywej wiary, nieufność i zmarnowane po ludzku dobro.

Dobrze Jezu, że nie oczekujesz, byśmy od razu byli idealni, niebiescy na wskroś...Gdyby nie to, Piotr utonąłby krocząc po wodzie, a ja zapewne nie podjąłbym nawet próby wejścia na łódź.
Tak dobrze, że nie chcesz ode mnie cudu, prosząc bym zwyczajnie był i ufał...Sam zaś czynisz cuda każdego burzliwego dnia.


--
Tomasz, Racibórz

Saturday, 18 September 2010

Pięć Oceanów(PL)

Dedykuję żeglującym w trudach ku Zbawieniu

 W chwilach kryzysu rodzącego się na bazie traumatycznych lub trudnych zewnętrznych okoliczności, doświadczamy często tzw. nocy wiary. Mądrość każe w  podobnych okolicznościach przede wszystkim rozpoznać to, co Bóg ofiarowuje nam wraz z cierpieniem, innymi słowy przyjmować rozłożone w czasie, nierozpoznane jeszcze dobro (nic bowiem, co pochodzi od Niego, nie może w finalnej instancji być złem).

 Wszystko po to, by zmęczony człowiek nie zamknął sam sobie Bram Nieba, wybierając inne miejsce wiecznego bytowania (jak bowiem pięknie zauważa J. Splett, wybitny współczesny filozof niemiecki:''Bramy piekła są zaryglowane nie przez Boga, lecz przeciw Bogu, przeciw zbawieniu'').
Rozpoznanie i ostateczne Dobro, przychodzi zaś zawsze wraz z pełnym otwarciem się na Wolę Stwórcy – Jezus zaświadczył o tym swym Życiem, Śmiercią i  Zmartwychwstaniem, ale także – już u zarania swej Męki, trwaniem  w wypełnionym Pokorą Ogrodzie Oliwnym.

 Trwał na kolanach i ufał, że Plan Ojca jest Pełnią.

 Cóż jednak czynić, gdy pokusa rozpaczy jest tak duża, iż czekanie na Znaki znamionujące świętą Wolę Boga, wydaje się być nie do osiągnięcia?

 W takich przypadkach Naszą Jedyną ucieczką, winny być Rany Chrystusa. Zanurzenie się w Nich przynosi natychmiastową ulgę, często sprzyjając dalszej uzdrowieńczej medytacji nad Ich najświętszym fenomenem i pięknem świata (okaleczonego być może, ale „pełnego obietnic” – bo wybranego przez Boga na miejsce swego Narodzenia i Odkupieńczej śmierci) .

 Każda z tych Ran – jakkolwiek po ludzku niezawiniona, niechciana ( choć przyjęta bez sprzeciwu) i wypłakana nawet przed Drogą Krzyżową Zbawiciela – mówi i znaczy tak wiele.

 Po pierwsze, zwraca uwagę na nieuchronność cierpienia i wartość ofiary – tylko bowiem przez gwoździe i Krzyż, którego trudnej rzeczywistości nie dało się oddalić, przyszła możliwość Zbawienia całej Ludzkości.

 Po drugie, uczy pokory („skoro On wycierpiał (naj)więcej, jakże ja mogę się buntować?” – winniśmy zapytać sami siebie w chwilach próby); po trzecie  zaś –  wskazuje, jak cierpieć godnie i pięknie.

 Zatrzymajmy się tu na chwilę i zauważmy:  rzeczone Rany, to morze cierpienia, ale i... Oceany Miłości.  Podobnie – każdy cios zadany Chrystusowi,  potrafił On przemienić w łagodność, każdą oddaną stróżką krwi, zaświadczyć natychmiast o istnieniu Zdroju Miłosierdzia, brakiem oddechu pod koniec umęczenia, milcząco przyzywać tchnące Nadzieją Dary Ducha św. dla całego świata.

 Następnym więc razem, gdy przyjdzie Ci cierpieć, nie pytaj: „po co?” lub „jaki w tym sens?”, lecz  „jak?”. Cierpiąc pięknie i ofiarowując swe ignotum bonum za grzechy innych, pozwalasz Chrystusowi pełniej obmywać Cię Jego Krwią. Jesteś bliżej bezcennego Daru, którego nie byłoby, gdyby nie było pięciu trudnych, aczkolwiek koniecznych Ran – cierpień pozwalających ufać mimo burz – wyprzedzających doskonale nieskończoną Łaskę.
--
Tomasz, Racibórz

Thursday, 2 July 2009

A bridge to happiness

The lifetime of each one of us can be spotted with many difficulties. In fact we ought to be grateful for each one of them because even a small suffering can unite us with Christ.

It seems to be very simple, yet all of us need some good instruction on this issue. The one that will show us how to transform bad moments in the most effective way – without give in to discouragement, depression and uncertainness .

Prayer of St. Brigitta of Sweden can be very helpful in case of any need – I believe that by praying it you will be able to build the safe bridge to happiness just out of your pain:



Hasten , O Lord , enlighten my darkness.
Speak to my soul .
Show me the way in which I should walk
and give me the grace to follow it.
In delay is danger, but in haste is likewise peril.
Therefore , Lord , give ear to my petition
and show me the path that is safe .



Tomasz, Racibórz